piątek, 19 marca 2010

Kilka prostych, a jednak trudnych rzeczy.


Dziś tak zupełnie od kuchni, ale ciągle o jedzeniu. :)
Mianowicie, o tym co denerwuje. W kuchni, w restauracji, w sposobie podania.

Po pierwsze nienawidzę, nienawidzę, bardzo, bardzo mocno nienawidzę sposobu w jaki niektórzy podają makaron. Pewien kucharz Włoch powiedział, że sos ma oblepiać makaron, w żadnym wypadku nie może nad nim dominować. To raz, a dwa, że makaron ma być wymieszany z sosem i najlepiej jest robić to po prostu wrzucając odcedzony makaron do patelni z sosem, wymieszać i podawać na talerzach.

Pozostańmy jeszczę przez chwilę w temacie makaronu.

Ten sam kucharz Włoch powiedział, że nie należy makaronu płukać pod zimną wodą, traci on wtedy swój smak, swoje wyjątkowe właściwości i staje się ubitą z jajkiem mąką.

Nie powinno się też sugerować czasem gotowania, który jest umieszczony na opakowaniu.
Makaron należy gotować tyle, aż będzie al dente. Jeden gotuje się 10 minut, drugi 5, a trzeci 25.

Zakończmy temat : Nawijanie makaronu na uszy.

Lekcja : Wciąż pierwsza

Temat : Menu dla jasnowidza.

Idę do ładnej restauracji, dostaję menu, a tam... same cuda i dziwy.
Mianowicie, inwencja twórcza szefa kuchni, potrawy nie mają swoich opisów.
Skąd mam wiedzieć czy "Słodka rozpusta" w dziale desery to naleśniki, lody, ciasto, a może po prostu sałatka owocowa ?

Kolejną sprawą jest sposób podawania potraw.
Lubię kiedy potrawa jest oryginalnie przybrana. Aż chce się taką jeść!
Chyba się ze mną zgodzicie, że to samo danie będzie smakować zupełnie inaczej na kolorowym, przyozdobionym talerzu, niż na zwykłym, białym.

Lekcja druga

Temat: Włosy ? Tak, ale tylko na głowie.

Włos w zupie ? W makaronie ? Cieście ? To niedopuszczalne, taką potrawę należy zwrócić.

Nie bójcie się zwrócić potrawy, nikt nie napluje Wam w talerz. Mogę być tego żywym przykładem. W restauracji "Różana" ( która albo tylko zmieniła obecnie nazwę, albo niestety się zamknęła, nad czym bardzo bym ubolewała ) podano nam danie z włosem, przypadkowo. Po pierwsze nikt nie napluł nam w talerz, nie dorzucił trucizny, wręcz przeciwnie otrzymalismy 4 kawałki przepysznego serniczka domowego wypieku. Dla każdej osoby po jednym kawałku, na koszt restauracji.

Danie jest zimne ?

Za zimna zupa ? Frytki ? Mięso ? To jest również karygodne, taką potrawę również należy zwrócić i prosić o podanie nowej lub po prostu doprowadzenie jej do odpowiedniej temperatury.

Lekcja ostatnia, trzecia.

Temat : Palisz, szanuj innych.

Dym papierosowy przyprawia mnie o ból głowy. Powiedzmy, wybierasz się do kawiarni, zajmujesz stolik przy oknie, zachwycasz się zapachem kawy, świeżo upieczonego ciasta, patrzysz przez okno - jest piękna pogoda i nagle ktoś za Tobą wyciąga paczkę papierosów i zapala jednego z nich.
Jak się czujesz ?
Bo mnie od razu boli głowa, cały piękny obraz pokrywa czarna farba i zwyczajnie mam ochotę wyjść. Mała rada dla palaczy, pomyśl czasami o innych. Czy tak ciężo jest wytrzymać pół godziny bez papierosa, delektując się czystym smakiem kawy i deseru ? Chcesz zapalić ? Wyjdź poza lokal, zapal, wróć. Dziękuję.


Jestem ciekawa.. Co Was denerwuje ?

14 komentarzy:

Alivea pisze...

Mnie podobnie -straszliwie drażni palenie w lokalach, dlatego staram się wybierać te dla niepalących.. generalnie reszta ujdzie a o jakichkolwiek mankamentach mówię na bieżąco - o ślamazarstwie kelnera, zimnych daniach bądź błędach w zamówieniu :D

asiejka pisze...

z zaciekawieniem przeczytałam o tych kilku prostych-trudnych rzeczach
jest kilka rzeczy, których nie lubię
ale zdecydowanie bardziej wolę myślec o tych, które są przyjemne..

Muscat pisze...

Wybieraj restauracje (lub sale w nich) dla niepalących. Jeśli nie ma zakazu - palacz też jest człowiekiem.
Zwrot potrawy z tak błahego powodu jak zbyt niska temperatura zaowocuje tylko zemstą obsługi (sama sobie dośpiewaj, co może zrobić ktoś, kto ma w rękach Twoje jedzenie). Proponuję raczej: brak napiwku (w przeciwnym wypadku napiwek jest obowiązkowy, tylko totalny burak go nie daje!!!) i... nie odwiedzanie więcej tego lokalu.
Co do makaronu: niech sobie ten Włoch je klejące się z wierzchu, a wewnątrz surowe kluski. My, tu w Polsce, jadamy ugotowane równomiernie i jędrne, a tego bez "hartowania" lub natychmiastowego zalania sosem uzyskać się nie da. Już się nadziałam na takie "al dente" smakujące surową mąką - dziękuję!
A czas gotowania? Sama spróbuj za każdym razem "eksperymentować" z każdym kupionym gatunkiem makaronu, to szybko się nauczysz czytać opakowania. Na każdym dobrym makaronie jest podany zakres od "normale" do "al dente" i oczywiście można go sobie wyregulować, ale przecież nie stać nad garnkiem próbując co minutę "czy już". (Ja włączam timer w piekarniku w momencie wrzenia wody z makaronem na czas krótszy o 2 min od sugerowanego - żeby dać sobie czas na spokojne odłożenie tego, co będę miała w rękach, kiedy zadzwoni.)
Mam nadzieję, że się dobre rady ciotki Muscat przydadzą ;)

nobleva pisze...

Wsadziłaś kij w mrowisko :) Niech sobie każdy makaron je jak lubi. Tej tolerancji nauczył mnie mój mąż, który uwielbia makaron spływający sosem. Nauczył się za to jeść makaron al dente, choć u niego w domu jadło się rozgotowane kluchy. A co do hartowania makaronu, to wiadomo, że makaron nie hartowany lepiej trzyma sos, ale trzeba go zahartować jeśli ma być dodatkiem do czystej zupy. W kuchni nie ma jedynych słusznych sposobów, nie można nawracać świata na jedzenie makaronu na włoski sposób. Makaron nawet nie jest włoskim wynalazkiem, przywiózł go do Włoch Marco Polo z Chin. Uwielbiam włoskie makarony i włoskie sosy, ale jeśli ja je jem to mają smakować mi, a nie Włochowi. Co do papierosów: mam nadzieję, że nadejdzie taki moment, że w kawiarniach i restauracjach w ogóle nie będzie można palić. Tak jest tu gdzie mieszkam, niedługo tak też będzie w Polsce. Biały talerz to kwestia gustu, ja uwielbiam białe talerze i ascetyzm na talerzu. Zimne danie? To oczywiście przestępstwo, ale perfekcyjny timing, jednoczesne wychodzenie potraw z kuchni, itd. to sztuka restauratorstwa, warto udawać się tam gdzie ją opanowano.

ziji pisze...

Oj można mówić i mówić. Są sprawy które denerwują. Leniwa obsługa, którą ciągle trzeba szukać i której nie zależy na jakości. Ostatnio byłam w kawiarni, w której jak np. zamówi się kawę i usiądzie przy stoliku, po pewnym czasie zauważa się ją na ladzie. Pyta się obsługi, czy to ta - a oni: tak, może pani już odebrać. Dobrze że sama nie przyrządzałam :P

Makaronu bym się nie czepiała - każdy lubi inaczej. Kwestia gustu, smaków i przeznaczenia.

Menu powinno być czytelne. Jeśli właściciele mają ochotę na wymyślne nazwy - niech podadzą opis mniejszym druczkiem.

Jestem zwolenniczką ilości na talerzach takiej, aby można było się najeść. Może być ładnie udekorowane. Ale niech sztuka nie przewyższa przeznaczenia posiłku – powinien nadawać się do jedzenia. Miałam już sytuacje, gdy mój mąż dostawał taką ilość, że tylko płakać nad nim. Niesmaczne, mało – ale jaki wygląd :P

Co do odsyłania posiłków, trzeba na to uważać. Popieram Muscat – zawsze można nie dać napiwku i nie wrócić tam więcej. No chyba że trafi się np. włos czy owady ;p nie przełknę tego i zwrócę danie :)

Aha! No i jeszcze powiem coś od siebie o paleniu w miejscach publicznych. Stanowczy zakaz palenia w pubach, kawiarniach, restauracjach itp.! Przez palaczy nie chodzimy w niektóre miejsca choć chcielibyśmy. Po prostu nie da się oddychać.

Pozdrawiam :)

Patrizia pisze...

Dziękuję wszystkim za przeczytanie i własne opinie. :)

Muscat - Palacz faktycznie, jest człowiekiem, ale nie liczy się z innymi ludźmi. Wyjście na zewnątrz naprawdę nie kosztuje, a bierni palacze nie płacą przy tym swoim zdrowiem. Palacze nie myślą, że paląc narażają innych. Czasem warto o tym pomyśleć zanim zapali się kolejnego papierosa w miejscu publicznym.

Zimne dania - Zimne dania nie zawsze są winą obsługi, a szefa kuchni. Zimne, z włosem, gorzkie, słone.. W dobrej restauracji nie powinnam bać się takiego dania oddać, ponieważ kelner ze złośliwości może mi napluć w talerz. Nie spotkałam się z czymś takim.

Makaron - nikomu nie mówię jak ma jeść, wyrażam swoje poglądy, mnie osobiście to denerwuje, zapewnie nie każdego, ale ja właśnie największą alergię mam na sposób podawania makaronu. Dobrej jakości makaron nie będzie smakował surową mąką. Najlepiej jest robić makaron samemu, wtedy smakuje wybornie! :)

Nobleva - oczywiście, każdy ma swój ulubiony sposób jedzenia makaronu, mój jest właśnie taki jak opisałam wyżej. Makaronu do zupy też nie trzeba hartować, wystarczy dolać do wody z makaronem 3 łyżki oliwy z oliwek, a na pewno się nie sklei.

Ja też uwielbiam białe talerze z delikatną ozdobą, w ogóle lubię to co klasyczne, nie musi być wystrojony, wystarczy kilka kropel gęstego sosu sojowego lub dekoracja ze świeżych warzyw.

Ziji - Tak, do obsługi też często można mieć jakieś "ale", ale czasami trzeba ich zrozumieć, pracują długo i ciężko, zdarza się, że nie mają czasu zjeść.

Ładnie to ujęłaś "niech sztuka nie przewyższa przeznaczenia posiłku", zgadzam się z Tobą w 100%. Chodzi mi o to, że nawet taki zwykły schabowy z ziemniakami z odrobiną dekoracji nabiera nowego wyglądu i smakuje o wiele lepiej. Być może mam do tego specyficzne podejście, ale jedzenie w pewnym stopniu traktuję jak sztukę. I gdyby ktoś postawił mi dwa talerze - jeden z pięknie prezentującą się harmonią składników, a drugi z kotletem na pół talerza i kopcem ziemniaków, chyba wybrałabym tą pierwszą wersję. :)))

Pozdrawiam Was serdecznie! :)

Muscat pisze...

Patrycjo, pisz tak dalej! Poruszasz ciekawe tematy i robisz to w taki świeży (młody?) sposób ;)
A kiedyś sama przeczytasz swoje słowa i zadziwisz się ich... radykalizmem ;) Ale to nie jest żaden przytyk z mojej strony. Uważam, że młodość MA przywileje, a to jeden z nich. Tolerancja jest domeną staruszek, takich jak ja ;)
Pozwolę sobie czasem podyskutować z Tobą.

(Ciiii, nie mów nikomu, ale - choć lubię jadalne dekoracje na talerzach - raczej zwabiłby mnie kotlet na pół talerza, bo pamiętam jeszcze czasy, kiedy kartkowe kotlety bywały małe i cienkie jak listek.)

Fiolunka pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Fiolunka pisze...

Jeśli chodzi o jedzenie makaronu, to ja właściwie wolę jak sos jest na wierzchu i sama mogę sobie go wymieszać - nie chciałabym w restauracji dostać brei wymieszanych klusek z sosem :)
Nie hartuję też makaronu wodą, gotuję go na oliwie z oliwek, po prostu jakiś taki lepszy mi się wtedy wydaje :)

Palacze w restauracjach to faktycznie lekkie utrapienie, nie podoba mi się to, ale nie jestem w stanie sama tego zmienić - wszystko zależy od właściciela lokalu.

Jedzenie jeśli jest zimne zwracam zawsze i proszę o podgrzanie - nie wymagam nowego dania, tylko po prostu podgrzanie tego, które mi podano. Nie może być tak, że płacę za coś co powinno być ciepłe/gorące a przynoszą mi zimne, jeśli zrobisz tak jak mówi Muscat, wyjdziesz i po prostu tam nie wrócisz - to taka sama sytuacja się po prostu powtórzy - lepiej zwrócić uwagę, być może wyciągną z tego wnioski.

Pozdrawiam
Fiolunka

Patrizia pisze...

Muscat - Dziękuję :) Wiesz, każdy ma swoje przyzwyczajenia, sposoby na różne dania, alergię na jakąś technikę, najlepiej jest robić to, co się lubi i jednocześnie lubić to, co się robi. :) Ja niestety nie żyłam jeszcze w tych czasach, kiedy się urodziłam świat wyglądał już trochę inaczej. :) Chociaż ciągle idziemy do przodu! :)

Fiolunka - Jeśli chodzi o makaron, to będę bronić swojego do końca życia, dla mnie tylko taki smakuje najlepiej. Ale.. każdy je go na swój sposób, a ilu jest ludzi, tyle sposobów podawania. :) Bo z dodatkiem oliwy jest lepszy, zachowuje swoje najcenniejsze wartości i się nie klei.

Zobaczymy co postaowi rząd w sprawie nowej ustawy o zakazie palenia...

W restauracji warto czasem powiedzieć o tym, co mi się nie podoba. Jeśli płacę, to wymagam, tym bardziej jeśli np. idę z rodziną i nie zostawiam tam małej sumy pieniędzy. :)


---

Zapomniałam o wyżej wspomnianych napiwkach, dania za zimne, niedobre, rozgotowane czy z włosami nie są winą obsługi, więc dlaczego ona ma cierpieć za błędy szefa kuchni ?

ziji pisze...

Patrizia zle mnie zrozumialas - ja nie mowie zeby wszystko dawac na talerz jak leci. Mowilam tylko o daniach w niektorych restauracjach, ktorych jest malo, zle dobrane i bez smaku ale wygladaja. Ze powinno sie stawiac takze na smak.
To oczywiste, ze wiekszosc z nas traktuje przygotowywanie posilkow jako sztuke :))

ziji pisze...

Ah zapomnialam dodac - nie wiem jak obsluga moze zareagowac, jak niesie danie i widzi ze zimne, czy ze z wlosem... jak do mnie ktos do pracy przychodzi - jak widzi ze cos nie tak - to jest wina wszystkich, a nie tylko tych na samej gorze. Jak przychodze do restauracji, ktora z zalozenia jest dobra - to licze na dobre jedzenie, otoczenie, obsluge. Place duzo (bo restauracje przewaznie sie cenia) - mam prawo wymagac. Kazdy pracuje duzo i ciezko. Ode mnie w pracy wymagaja profesjonalizmu i nikomu nie moge powiedziedzi - yyy dzis sie nie wyspalam wiec pracowac mi sie nie chce, sami zrobcie za mnie to, co do mnie nalezalo.

Skoro tak wszyscy mowia tu o gustach makaronowych :) To dorzuce, ze makaron my jemy nie przelany woda i nie wymieszany z sosem :)
Pozdrawiam :)

nobleva pisze...

A widzisz, cóż za dyskusja ;)
Nie chodziło mi o to, że makaron się sklei, tylko, że uwalnia mąkę do czystej zupy i zupa robi się mętna. Oczywiście trzeba rozróżnić pomiędzy makaronami z mąki typu durum, a makaronami typowo polskimi: zupkowymi krajankami. Choć do sosu uwielbiam makarony durum to w rosole wolę domowy, lub właśnie kupną krajankę. Do innych zup, nieklarownych wybieram stellini lub risoni, a tych hartować nie trzeba :) Wogóle coś takiego jak klejenie się makaronu nie stanowi w ogóle dla mnie problemu. Gotuję, odcedzam, nakładam na talerze, nie ma kiedy się skleić. A wiesz jakby mi ktoś w restaurancie podał makaron ugotowany pół godziny przed podaniem i odgrzany w mikrofali to bym się zagotowała. Pozdrawiam Patrycjo i życzę miłego weekendu. I wsadzaj kije w mrowiska bo na tym polega młodość :)

Kuba pisze...

Zgadzam się z Tobą. Szczególnie palenie mi przeszkadza - niestety nadal większość właścicieli lokali nie szanuje niepalących konsumentów i wątpię, żeby prawo to zmieniło - tu chodzi o mentalność.

Kiedyś byłem kelnerem i na pracę innych patrzę nieco innym, bardziej fachowym okiem. Mnie irytują takie rzeczy jak brak uśmiechu i miłego powitania gości, długi czas oczekiwnia na kartę, brak propozycji napicia się czegoś w trakcie wybierania dań. I jeszcze taka sprawa - zamawiam przystawkę, zupę, danie główne i kawę - co robi kelner - podaje jednocześnie przystawkę i kawę, po 3 minutach (gdy kucharz naleje na talerz) idzie zupa a po 5 danie główne. Przecież tak być nie może! Wszystko musi być odpowiednio rozłożone w czasie, a jeśli kelner ma wątpliwości, że kawę chciałbym wypić po a nie w trakcie jedzenia to niech się spyta...