poniedziałek, 15 marca 2010

Bruschetta. Na kawie we Włoszech.


Zima wróciła, wrócił śnieg i depresja zimowa. Zimą wszystko przychodzi ciężej.
Czeka się z utęsknieniem na pierwszy promień słońca,
widoczne źdzbło trawy, pierwszy pączek na nagim drzewie.
Wsłuchuje w śpiew ptaków, ich dźwięczne ruchy skrzydeł.
Czekam na to, a Wy ?

Bruschetta przywołuje moje wspomnienia,
z każdym najmniejszym kawałeczkiem tęsknię coraz bardziej
i wrócić chcę tam, gdzie obecnie nie mogę.
I chociaż jej pierwsza wersja pojawiła się na blogu,
dziś pokazuję tę samą bruschettę, w nieco innej wersji.

6 dni do wiosny.

Bruschetta. 

Składniki :

- 2 średniej wielkośći pomidory
- świeża lub suszona bazylia
- 3 łyżki oliwy z oliwek
- PIRI PIRI ( U mnie mój nowy nabytek, o którym pisałam kilka notek niżej )
- Kulka sera mozzarella
- Bagietka

Sposób wykonania :

Nagrzewamy piekarnik od 180'C - 220'C ( podaję temp z widełkami, ponieważ ja piekę je w temp 220'C z termoobiegiem ). Pomidory kroimy w kostkę, mieszamy z bazylią, piri piri i oliwą z oliwek. Odstawiamy. Ser kroimy w cienkie plasterki. Bagietkę kroimy na ukos w dość grube i długie kromki. Na każdej układamy po 2 cienkie plasterki sera i wkładamy do piekarnika - wyjmujemy kiedy ser się roztopi, a bagietki zrumienią. Należy być bardzo uważnym, ponieważ bagietki bardzo szybko się rumienią, należy wtedy zmniejszyć temperaturę. Na upieczone kromeczki układamy pomidorki, i voila! 
Mamy kawałek Włoch na talerzu! :)

5 komentarzy:

lashqueen pisze...

Takie jedzenie zdecydowanie bardziej poprawia mi nastrój, niż wszelkie słodkości.

asiejka pisze...

jaka zima?!
u mnie śniegu już prawie nie ma,
a z takimi pysznościami i słońcem na talerzu to w mig wraca ciepełko!

Dziwnograj pisze...

Asiejko to ja się do Ciebie przeprowadzam. U mnie mrozi i sypie bez ustanku :(

Ach Włochy, Włochy ;) Wspomnienia z dzieciństwa, bo Włochy latem kojarzą mi się z najwcześniejszymi latami (jakoś bruschetta kojarzy mi się z ciepłem) życia.
Ach, przypomniałaś mi o pysznej kawce...Ech, prawdziwe espresso

Kuba pisze...

Po raz kolejny trafiasz w sedno mich kulinarnych upodobać. Jedynie co, to dodałbym ząbek czosnku do pomidorów. Ale ja to czosnek nawet do tortu bym wsadził, więc nie jestem zbyt obiektywny :-)))

Paula pisze...

bruschetta jeszcze przede mną, ale ta u Ciebie wygląda bardzo zachęcająco! :)